Ostap Bondarczuk





Myśl urządzenia przechadzki w tym miejscu należy do najszczęśliwszych; szkoda tylko, że stare szczęty murów, których nadto strzec, nadto zachowywać nigdy nie można, zapewne w
części poświęcone być musiały. Wiele z nich użyto szczęśliwie. Nie powiemy tego o rzeźbach mających zdobić to miejsce.
Zamek w całej się stąd swej starożytnej maluje krasie. Wspomnienia cisną się tłumnie.
Imiona liczne wywołują pamięć; najsławniejsze na wieki zgasły, a na ich miejsce mamy imiona tych łacno zbogaconych nie wiedzieć skąd przybyszów, co zamierzywszy sobie porobić
majątki, nie rachują wcale, nie mają za obowiązek być czymkolwiek sławni i użyteczni. Myśleć o dobru nie swoim, powszechnym - stało się śmiesznością. Nie tak, o!
nie tak dawniej bywało! Słynne dawniej imiona zdobyły krwią i ofiarami sławę swoją.
Tak myślał Alfred przypominając, ile się krwi polskiej pod Kamieńcem, Chocimem, na Wołoszczyźnie, w Bukowinie wylało - a krew to była najzacniejszych.
Dziś by może od nowych panów i panków kropli jednej nie wyżebrało niebezpieczeństwo.
Wiele zła przyczyną dla kraju była dumna i samolubna arystokracja, ale obok niego stoją i czyny wielkie, i poświęcenia bez liku. A czas pomniejsza winy, podnosi heroizm.
Z imiony sławnymi zeszło poświęcenie dawne.
Wśród tych dumań, natrętnie cisnących się, nagle wstrząsnął się Alfred, odwrócił, poskoczył z ławki, na której siedział z żoną.
Dziwnie ubrany człowiek mimo nich się przemknął; rzut oka na twarz jego zastanowił go, poruszył. Misia także spojrzała, zbladła, odwróciła się; przechodzący zniknął.
Ubrany bardzo po prostu, w sukni wieśniaczej, z kijem w ręku, w słomianym kapeluszu, człowiek ten, tak przypominający Eustachego, skrył się pomiędzy drzewy.
Z początku chciał za nim gonić Alfred, ale po chwili rozwagi pozostał w miejscu. Oboje go widzieli, ale każde z nich ukryło w sobie niespodzianą radość i niepokój.
Długo pozostali na ławie, spodziewając się go zobaczyć; powolnie przechodzili ulice, myśląc, że go trafem spotkają - na próżno.


<<Poprzednia 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 | 11 | 12 | 13 | 14 | 15 | 16 | 17 | 18 | 19 | 20 | 21 | 22 | 23 | 24 | 25 | 26 | 27 | 28 | 29 | 30 | 31 | 32 | 33 | 34 | 35 | 36 | 37 | 38 | 39 | 40 | 41 | 42 | 43 | 44 | 45 | 46 | 47 | 48 | 49 | 50 | 51 | 52 | 53 | 54 | 55 | 56 | 57 | 58 | 59 | 60 | 61 | 62 | 63 | 64 | 65 | 66 | 67 | 68 | 69 | 70 | 71 | 72 | 73 | 74 | 75 | 76 | 77 | 78 | 79 | 80 | 81 | 82 | 83 | 84 | 85 | 86 | 87 | 88 | 89 | 90 | 91 | 92 | 93 | 94 | 95 | 96 | 97 | 98 | 99 | 100 Nastepna>>